Marcin Rybczyński trenuje i odnosi sukcesy ZDJĘCIA

Kinga Furtak
Kinga Furtak
W czasie pandemii trudno realizować swoje pasje i marzenia. Czy zawsze tak musi być? Marcin Rybczyński z Kręga udowadnia, że wszystko jest możliwe! Mimo zamkniętych siłowni nie zrezygnował z pasji do sportu. Trenował w domowym zaciszu i ma na swoim koncie kolejny sukces.

Zaczął trenować w wieku około 12 lat, jak był uczniem szkoły podstawowej. Wówczas trudno mu było zrobić chociaż jedną pompkę. Miał wówczas nadwagę. Wychowanie fizyczne nie było jego ulubionym przedmiotem. Chciał to wszystko zmienić… Jego historia zmieniła się o 180 stopni.

Wytrwałość i zaangażowanie doprowadziły go do osiągnięcia kolejnego celu. Marcin Rybczyński 23 marca został wicemistrzem Europy, w wyciskaniu sztangi leżąc, w kategorii do 82,5 kg. Zawodnik waży 78 kg i zaliczył wynik 160 kg. Jak zaznacza, interesuje go czysty sport. Nie używa żadnego dopingu.

- Mimo zamkniętych siłowni, całego stanu pandemii można trenować, rozwijać swoje pasje i odnosić sukcesy. Zawody odbyły się około 450 km od Starogardu Gdańskiego w miejscowości Siedlce. Podróż busem trwała 6 godzin. Potem 15 godzin czekałem na start. Przez ten cały czas w ogóle nie spałem. Musiałem też trzymać dietę, żeby zmieścić się w kategorii wagowej. Jeszcze półtora tygodnia przed zawodami oddałem honorowo krew, bo jestem czynnym krwiodawcą. Takie zawody to mnóstwo wyrzeczeń. Ja trenuję, bo to kocham. Medale są bez znaczenia. Ważne jest to, że daje mi to satysfakcję i spełnienie. Nie mam żadnych sponsorów. Wszystko organizuję na własny koszt. Zawodowo jestem związany z jedną z firm pod Starogardem Gdańskim. Pracuję jako operator maszyn – relacjonuje zawodnik.

W czasie pandemii nie można korzystać z siłowi. Nie było to przeszkodą, aby szlifować formę. Marcin trenuje na dworze, ma samorodny sprzęt.

– Były oczywiście treningi w temperaturze poniżej 0 stopni Celsjusza, ale to aż tak nie przeszkadzało, bo robię to, co kocham. Kiedyś nie mogłem zrobić jednej pompki. Teraz jestem w stanie stanąć na podium zawodów i wygrywać z zawodnikami, którzy są na dopingach i mają za sobą sponsorów i profesjonalne siłownie. Zawsze podziwiałem zawodników z Łodzi za wyniki, jakie osiągają. To najlepszy klub w Polsce. Trzy lata temu wstąpiłem do tego klubu i to daje mi wielką radość, że jestem wśród najlepszych. Po 17 latach treningów nie rozpisuję sobie specjalnej diety ani treningów. Ćwiczę, kiedy mam na to ochotę. Nie przygotowuje się do zawodów w żaden specjalny sposób. Trenuję przez całe życie i to bez różnicy, kiedy startuję, bo formę trzymam praktycznie taką samą przez cały rok - opowiada pasjonat.

Wielka pasja zawodnika owocuje różnymi współpracami. Nie brakuje osób, które chcą czerpać z jego wiedzy i doświadczenia. Marcin robi to wszystko za darmo. Swoją wielką pasją do tego sportu zainteresował też swoją żonę Karolinę!

- Żona jak zaczęła trenować, to w ciągu roku zdobyła więcej pucharów ode mnie! Na swoim koncie ma nawet puchar Polski w kategorii kobiet do 63 kg. To był wielki sukces, że udało się to odnieść bez nakładów finansowych – zaznacza Marcin.

Ta wielka pasja narodziła się, gdy był jeszcze nastolatkiem. Marcin dobrze pamięta swoje pierwsze hantle.

- Były z plastiku, w środku znajdował się proszek bitumiczny. Miały zaledwie 3 kg. Jechałem z nimi PKSem do domu. Miałem też kawałek rurki i samorobne nakłady. Tak powstała „sztanga”, którą zrobił mi ojciec. Dzięki niemu miałem też drewnianą ławeczkę. Pasja zaczęła się rozwijać. W czasie, gdy byłem uczniem technikum w Owidzu, ówczesny wicedyrektor pozwolił mi trenować na szkolnej siłowni przez pięć dni w tygodniu. Wtedy pierwszy raz w życiu trenowałem w niemal profesjonalnej siłowni. Po zakończeniu technikum dowiedziałem się, że jest w Starogardzie najstarsza siłownia. Chodziło o Olimp Starogard Gdański. Prowadził ją wtedy 65-letni właściciel, były sztangista Pan Kazimierz Jasiński. Trafiłem do niego od razu po technikum. Po miesiącu treningów pojechałem na pierwsze zawody w życiu do Tczewa i je wygrałem - wspomina Marcin.

Marcin coraz więcej czasu poświęcał na sport. Godził to z życiem zawodowym. Trenował przed 6 rano, potem jechał do pracy. W niedzielę, gdy siłownia była zamknięta, mógł z niej korzystać. Właściciel tak mu ufał, że dostał swój komplet kluczy. Mijały kolejne lata i na koncie zawodnika było coraz więcej startów – w regionie, bo na dalsze wyjazdy brakowało pieniędzy.

- Około 2-3 lata temu, gdy byłem na zwolnieniu chorobowym i miałem więcej czasu, pomyślałem o zorganizowaniu zawodów w Starogardzie. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Po dwóch miesiącach już była impreza. Dochód z wydarzenia trafił do starogardzkiego OTOZ Animals – wspomina zawodnik. Wystartowało wówczas około 45 zawodników. Zebraliśmy około 1500 zł na psiaki. Kolejne zawody zorganizowałem pół roku później w siłowni Body Kontur, której menadżerem był mój dawny dyrektor z technikum. Użyczył mi obiekt, a resztę ja już zrobiłem. W 2 edycji zawodów wystąpiło już ponad 80 zawodników w tym medaliści z mistrzostw świata z Japonii i zawodnicy z nominacjami na Arnold Classic do Ohaio oraz amatorzy, młodzież, weterani i osoby niepełnosprawne. Wśród nich był chłopak z zespołem Downa, którego poznałem, trenując w jednej ze starogardzkich siłowni. Ćwiczył tam wraz z ojcem. Pomogłem mu trochę i chłopak wystartował w moich zawodach. Gdy pojawiła się pandemia, musiałem odwołać 3 edycję zawodów. Siłownię sam stworzyłem na dworze. Stalowe krążki kupiłem od kowala, który zrobił mi w nich otwory na wymiar do sztangi. Koszt był niewielki, bo zaledwie 2,40 zł za 1 kg nakładu na sztangę. Pomalowałem je sprayem. Za „grosze” znalazłem sztangę i ławkę. Inne obciążenia na sztangę miałem ze złomowiska. I tak powstała „siłownia” za niewielki nakład finansowy.

Marcin pokazuje, że wszystko jest możliwe. Dookoła nie brakuje ludzi, którzy chcą wspierać jego sportowe zacięcie.

- Na pomysł startu w mistrzostwach Europy wpadłem, trenując w czasie pandemii. Wysłałem znajomemu z klubu filmik. Napisał, że jedzie busem na zawody i zapytał, czy chciałbym pojechać, bo mógłbym mieć szanse na podium. Czasu na decyzję miałem niewiele, bo zaledwie kilka godzin. Zapisałem się. Dwa tygodnie później znajomy zabrał mnie za darmo na mistrzostwa Europy. Zdobyłem srebrny medal w wyciskaniu sztangi leżąc w kategorii wagowej do 82,5 kg z wynikiem 160 kg. Moją motywacją nie jest jakaś super sylwetka, czy siła. Teraz trenuję, bo to kocham. Jest to oderwanie od szarej rzeczywistości i daje mi to radość. Czas pandemii to jak by powrót do dawnych lat treningów na samorobnym sprzęcie i robienia pompek w domu.

Czy wszystko jest możliwe? Pewnie, że tak! Wystarczy pasja i pełen zaangażowanie. Marcin Rybczyński pokazuje, że tak można osiągnąć wiele.

30 stopniowe upały już w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie