"Karczma pod Wygodą" to wyjątkowy punkt na mapie Kociewia ZDJĘCIA

Marieta Domachowska
Udostępnij:
Pani Gabrysia od 21 lat prowadzi Karczmę „pod Wygodą” w Suminie na Kociewiu. Początkowo chodziło o stworzenie dla siebie nowego miejsca pracy. Miał to być mały klub dla młodzieży, gdzie można się spotkać, zjeść pizzę, frytki. Szybko jednak okazało się, że to nie to. Teraz restauracja słynie z tradycyjnej, wiejskiej kuchni, co potwierdza wpisanie jej do Europejskiej Sieci Kulinarnego Dziedzictwa.

Od paru lat można obserwować modę na regionalizm, folklor. Powrót do korzeni widać także w kuchni. Do łask wracają w szczególności zupy, czyli po kociewsku eintopf, które Pani Gabrysia pamięta z dzieciństwa. Powodem może być to, że kociewska kuchnia jest nie tylko smaczna, ale i zdrowa. Kiedyś jadano właśnie w szczególności zupy. Na smażone mięso nie było większości rodzin stać, więc podawano je tylko raz w tygodniu. Dziś okazuje się że była to dobra praktyka.

Przepis na doskonałą kuchnię

Żeby zupa była dobra musi się długo gotować. Trzeba również wybrać dobre, świeże składniki. Na przykład rosół powinno gotować się na kościach wiejskiej kury lub kaczki. Można też je wymieszać, dodać trochę kości wołowych. Wiadomo, że jest dobry, kiedy na drugi dzień na nim zrobi się „galareta”. Inną ciekawą zupą jest parzybroda, której podstawą jest kapusta. Ważne jest też to, żeby zna-lazło się w niej jak najwięcej różnorodnych warzyw i zieleniny.

Ciekawym daniem, które spróbować można tylko w karczmie, są gulandzie, czyli kluski z gotowanych ziemniaków nadziewane mięsem mielonym z warzywami, podawane z szmurowaną kapustą kiszoną i szpyrkami. Pani Gabrysia mówi, że jej babcia tak je nazywała, gdyż podczas ich przygotowywania, kluski się kula.

Doskonałym przykładem dobrej kuchni jest też flagowe danie karczmy, czyli „schabowy sołtysa”. Żeby podać go w odpowiedni sposób trzeba rozgnieść mięso na świeżo, usmażyć na smalcu oraz pozwolić kotletowi na dojście z plastrem masła przez około 15 minut. Dopiero wtedy może on trafić na talerz.

Piękno gwary kociewskiej

Pani Gabriela wychowała się w rodzinie, w której mówiło się po kociewsku i było to zupełnie natu-ralne. Dopiero, kiedy poszła do szkoły średniej spotkała się z niezrozumieniem i wyśmiewaniem ze strony koleżanek z miasta. W latach siedemdziesiątych tępiono mówienie gwarą.

- Teraz nie mamy si czego wstydzić i możemy się tą gwarą posługiwać, ponieważ ma to swój urok. Po polsku każdy mówi, a my tu jesteśmy na Kociewiu i musimy do tych słów, których kiedy się używało, wraca - zaznacza Pani Gabrysia.

Muzeum swojskości

Jednym z pierwszym podarków od gości była stuletnia lokówka. Dziś Pani Gabrysia z dumą pokazuje skarby, które nadają miejscu swojski wygląd. Wiele z nich, na przykład makatki, obrazy i naczynia, są związana z kociewskim folklorem.

Dodatkowo, restauracja posiada skansen starych maszyn rolniczych. To małe muzeum – skatalogowane i rozplanowane przez męża Pani Gabrysi – jest niezwykłą atrakcją, która pokazuje jak radzono sobie na wsi kiedyś – bez maszyn i prądu.

Australian Open nie dla Djokovicia, jakie szanse mają Polacy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie