Student z Gdańska kupił pigułkę przez internet i ... trafił w ciężkim stanie do szpitala

Internet to największa apteka świata. Można tu kupić (mniej lub bardziej legalnie) wszystko - od aspiryny, przez viagrę, po antybiotyki i leki stosowane przez onkologów.

Internet to największa apteka świata. Można tu kupić (mniej lub bardziej legalnie) wszystko - od aspiryny, przez viagrę, po antybiotyki i leki stosowane przez onkologów.
Dwudziestoletni student z Trójmiasta zdecydował się przed kilkoma miesiącami skorzystać ze znalezionej w sieci oferty zakupu fitosterydów, które miały wpłynąć na rozwój masy mięśniowej. W lipcu z ciężką żółtaczką trafił do jednego z trójmiejskich szpitali.

- Stan pacjenta stale się pogarszał, ostatecznie z poważną niewydolnością wątroby przewieziono go do Pomorskiego Centrum Toksykologii w Gdańsku - mówi dr Wojciech Waldman, wojewódzki konsultant w dziedzinie toksykologii, kierujący PCT. - Dla ratowania życia chorego trzeba było przeprowadzić aż pięć albuminowych dializ wątroby. To bardzo kosztowny zabieg (jedna dializa kosztuje 14 tys. zł). Na szczęście udało się zatrzymać dramatycznie postępującą chorobę - dodaje.

Równocześnie lekarze próbowali znaleźć "wroga", który zaatakował wątrobę studenta. Kolejno eliminowano potencjalne przyczyny - zatrucie, urazy, inne choroby. Pacjent kategorycznie zaprzeczał, by brał jakiegolwiek leki i szkodliwe preparaty.

- A coś nieszkodliwego, jakieś zioła? - dopytywali lekarze. Wreszcie młody człowiek przyznał, że zażywał zakupione poprzez internet tabletki zawierające sterydy roślinne.

- Rodzina dostarczyła natychmiast opakowanie, zawierające resztkę tabletek - twierdzi dr Waldman. - Skontaktowaliśmy się już z Narodowym Instytutem Leków w Warszawie, gdzie wysyłamy opakowanie w celu przeprowadzenia dokładnych badań składu tych pigułek.

Będzie to jedno z wielu badań, jakie obecnie wykonuje warszawski instytut. Na biurku dr. Adama Mazurka, eksperta z NIL, członka Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego, leżało wczoraj osiem gotowych opinii na temat sfałszowanych leków, wystawionych na potrzeby policji i prokuratury.
- Podrabia się praktycznie wszystko, na co jest popyt - przyznaje ekspert NIL. - Analizujemy przede wszystkim skład nadesłanych specyfików. W rzekomych ziołach znajduję biały proszek, który jest czystą chemią. Podrabia się viagrę i środki na odchudzanie. Fałszuje antybiotyki.

W Polsce "leki", oferowane później w internecie lub na targowiskach, produkuje się głównie w nielegalnych fabrykach.

- Najczęściej zlokalizowano je w garażach lub na zapleczu legalnie działających, niezbyt dużych firm - mówi dr Adam Mazurek. - Oglądałem zdjęcia, trudno mówić o zachowaniu sterylności w takich miejscach. Nie ma więc mowy, by wytwarzane tam antybiotyki były jałowe. Jeszcze gorzej jest z medykamentami produkowanymi przez największych internetowych dostawców - Indie i Chiny. Tam to już nie ma żadnej kontroli - dodaje.

Wyniki badań farmaceutycznych podróbek pokazują, że zażywanie tabletek niewiadomego pochodzenia może przypominać 'rosyjską ruletkę". Zdarza się, że w lekach, które mają ratować życie brakuje w ogóle czynnych substancji. Nie zaszkodzą, ale też nie pomogą w walce z chorobą. Albo odwrotnie - ktoś hojną ręką dodał więcej leczniczego składnika i lek zamienił się w truciznę. Albo też ktoś inny "twórczo" wymyślił nową substację, która może powodować groźne skutki uboczne.

- Trzeba nieustannie monitorować nielegalny rynek - przekonuje dr Waldman. - Pomorskie Centrum Toksykologii w Gdańsku jest elementem systemu powiadamiającego o nowych substancjach. W razie pojawienia się nieznanego specyfiku, natychmiast zawiadamiamy Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Prawdopodobnie do września trzeba będzie poczekać na odpowiedź z Narodowego Instytutu Leków, co też znajdowało się w "ziółkach", które zażywał dwudziestolatek z Gdańska.Młody mężczyzna opuścił już PCT, a jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Ryzykujemy

Taniej niż w aptece, na dodatek bez recepty. Taka oferta kusi osoby, które szukają środków leczniczych w internecie.

Przed trzema laty opisaliśmy przypadki pacjentek, które kupowały przez internet w sieci meizitang - "chińskie ziółka na odchudzanie". Kobiety w stanie psychozy trafiały do szpitali. Okazało się, że chiński preparat na odchudzanie zawiera sibutraminę, substancję o działaniu podobnym do amfetaminy.
Specyfik robił karierę wśród Polek, chociaż już w 2006 r. wyszło na jaw, że na świecie meizitang zabił już kilkadziesiąt osób. Sprawą zainteresowała się policja i prokuratura.

Sfałszowane leki to większość internetowej oferty

Z Zofią Ulz, Głównym Inspektorem Farmaceutycznym, przewodniczącą zespołu do spraw sfałszowanych produktów leczniczych przy GIF rozmawia Dorota Abramowicz

Czy za pośrednictwem internetu można bezpiecznie kupić leki?
Można pod warunkiem, że sprzedaje je realnie istniejąca apteka, która ma swój adres, kierownika i można ją znaleźć w rejestrze aptek na stronie internetowej GIF. Inaczej, decydując się na zakup leku w sieci poważnie ryzykujemy zdrowiem i życiem. Według WHO w internecie "fałszywki" to od 50 do 90 proc. leków! Podróbki pojawiają się także na bazarach, gdzie zaopatrują się przede wszystkim osoby starsze.

Dla nich leki są za drogie...
Niestety, poza apteką nie wiemy co kupujemy. Problem jest już na tyle poważny, że Polska, we współpracy z innymi krajami Europy powołała grupę, zajmującą się zwalczaniem tego procederu, w której skład wchodzą m.in. policjanci i celnicy, Wymieniamy między sobą informacje. Równocześnie rozpoczęliśmy akcję informacyjną - do przychodni trafiają plakaty przestrzegające przed kupowaniem fałszywych leków. Wstępnie rozmawialiśmy też z dyrektorem Google, by podobne ostrzeżenia pojawiły się w internecie.

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane