Wybierz region

Wybierz miasto

    Poklachały i wygrały

    Autor: Marek Ostrowski

    2004-10-29, Aktualizacja: 2004-12-17 21:21 źródło: Opole

    Obie Ślązaczki Roku 2004 pochodzą z naszego regionu Edyta Koj z Żędowic i Justyna Nikodem z Kolanowic - dwie nasze krajanki wygrały tegoroczną edycję konkursu "Po naszymu, czyli po śląsku", który już po raz trzynasty ...

    Obie Ślązaczki Roku 2004 pochodzą z naszego regionu

    Edyta Koj z Żędowic i Justyna Nikodem z Kolanowic - dwie nasze krajanki wygrały tegoroczną edycję konkursu "Po naszymu, czyli po śląsku", który już po raz trzynasty zorganizowało Radio Katowice. Sukces tym większy, że w rodzinie Kojów to już drugi taki tytuł - w 1999 roku tytuł młodzieżowego Ślązaka roku wywalczył 13-letni wówczas Tomek, starszy syn pani Edyty. - To jedyny taki przypadek z całej naszej czelodce - mówi z dumą pani Edyta.
    Na ową czelodkę składają się wszyscy laureaci i finaliści dotychczasowej edycji konkursu. A także Ślązacy honorowi, wśród których jest opolski ordynariusz abp Alfons Nossol. I choć w owym doborowym gronie Ślązaków co się zowie nie brak mieszkańców naszego regionu, to konkurs "Po naszymu, czyli po śląsku" jakoś nie cieszy się u nas wielką popularnością. Może dlatego, że organizują go katowiczanie, którym Opolanie od czasu wojny o województwo jakoś nie ufają? A może chodzi o to, że na Opolszczyźnie śląskie tradycje próbuje się zamknąć w ciasnych ramach folkloru, oficjalnie deklarując przywiązanie do niemieckich korzeni?
    Nieważne. To temat do rozważań dla socjologów, my skupmy się na naszym laureatkach. Są one dowodem na to, jak bardzo żywotna może być śląska tradycja. Wiele je różni, ale jedno łączy: duma z tego, że są Ślązaczkami.
    - Myślę, że to normalne. Każdy powinien się szczycić tradycjami, w których wyrósł - mówi pani Edyta.
    - Jo je rychtyk dumna, że moga po ślonsku godać - twierdzi 14-letnia Justynka, uczennica gimnazjum w Biadaczu.
    Sukces pani Edyty jest dowodem na to, że śląskość nie musi się wiązać z folklorem. Nie występuje w żadnym ludowym zespole, więc do Zabrza pojechała w normalnym eleganckim stroju, jak na jakieś urodziny. I opowiedziała gwarą o swojej codzienności: o pracy sprzątaczki w żędowickim zespole szkół.
    - Gwara to je tam mój jenzyk urzendowy - śmieje się pani Edyta, która potrafi też mówić płynną polszczyzną, ale świadomie na co dzień używa pięknej śląskiej gwary.
    Z Justynką jest trochę inaczej - wyniesione z domu tradycje spotkały się z tymi, które kultywowane są w gimnazjum w Biadaczu. To tam pracuje jej "rechtorka", pani Danuta Zalewska, która prowadzi ludowy zespół "Biadaczanie" i stworzyła imponującą Izbą Regionalną. Justynka gra w zespole, a od dwóch lat jest też przewodniczką, która oprowadza po Izbie gości z zewnątrz. W jej przypadku fascynacja folklorem ma więc w sobie coś z etnograficznej ciekawości.
    Warto podkreślić ten udział szkoły w sukcesie obu naszych Ślązaczek. To rzecz nowa i cenna. Starsi mieszkańcy regionu dobrze pamiętają czasy, gdy szkoła gwarę tępiła. Tu jest zupełnie inaczej. To przecież szkoła ukierunkowała zainteresowania Justynki. Podobnie było w przypadku pani Edyty - pierwsze śląskie pogwarki zaczęła spisywać, gdy jej synowie brali udział szkolnych konkursach klachania.
    - I tak powinno być - mówi Danuta Zalewska, "rechtorka" Justynki Nikodem. - Szkoła ma wzmacniać wartości wyniesione z domu.

    Marek Ostrowski

    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)