Wybierz region

Wybierz miasto

    Paweł Słowiok wygrywa, co jest do wygrania

    Autor: Wojciech Trzcionka (klm)

    2006-02-10, Aktualizacja: 2006-02-09 15:07 źródło: Dziennik Zachodni

    Na kasku 14-latek ma przyklejony symbol znaku drogowego - ograniczenie prędkości do 100 km na godz. - A i tak ciężko go przegonić - śmieją się koledzy skoczka.

    Na kasku 14-latek ma przyklejony symbol znaku drogowego - ograniczenie prędkości do 100 km na godz.

    - A i tak ciężko go przegonić - śmieją się koledzy skoczka.

    W drugiej edycji cyklu Lotos Cup Paweł Słowiok pewnie zwyciężył w kategorii młodzików. Na każdych zawodach dominował. Wygrał aż sześć z ośmiu konkursów. A w pozostałych był drugi!

    Zaczynał od judo

    Słowiok zaczynał skakanie w wieku 7 lat. - Najpierw chodził na judo. Z parkingu w centrum Wisły zobaczył jednak, jak skaczą młodzi zawodnicy i już nie było na niego silnych. Z początku trochę się bałem o Pawła, ale teraz jestem już spokojny - tłumaczył nam kiedyś tata młodego mistrza, Sylwester Słowiok.

    14-latek trenuje pod okiem Szturca i Jana Kawuloka. Jest sumienny, nie opuszcza treningów i bardzo się przykłada do pracy. Bardzo przypomina w tym Adama Małysza. Do mistrza podobny jest pod wieloma względami. Gdy najlepszy dziś skoczek był w jego wieku, też na pytania dziennikarzy najczęściej odpowiadał "tak" lub "nie"... - Adam w jego wieku był filigranowym zawodnikiem, dużo słabszym, ale dobrze wyszkolonym technicznie. Paweł jest za to skoczny, mocny w nogach i technicznie bardzo dobry. Ma więcej zalet niż Małysz, gdy był w jego wieku - oceniają szkoleniowcy.

    Mistrz wśród dzieci

    Pierwszy raz głośno o Słowioku zrobiło się w 2003 roku, gdy został mistrzem świata młodzików w skokach narciarskich na igelicie. Pokonał reprezentantów 11 państw, w tym z takich potęg narciarskich jak Niemcy, Austria, czy kraje skandynawskie. - Trzeba słuchać trenera i skupić się na dobrym skoku - wyjawiał wówczas swoją receptę na sukces 11-latek. Zaraz potem pobił rekord skoczni o punkcie konstrukcyjnym K-40 w Wiśle, należący do Adama Małysza. Chłopak skoczył o pół metra dalej od starszego kolegi z KS Wisła Ustronianka, uzyskując odległość 45 metrów. Wszyscy byli strasznie zaskoczeni, bo do rekordu Adama nikt przez lata się nie zbliżył. - Nawet nie pamiętam, kiedy został ustanowiony. To było bardzo, bardzo dawno temu - drapał się po głowie trener Jan Szturc. Po tym wyczynie Małyszowi ostał się już tylko jeden rekord w Wiśle. Mistrz świata ma pewne, że Słowiok mu go nie odbierze, bo dotyczy skoczni w Malince sprzed jej modernizacji.

    Skakać jak Adam

    - Paweł przychodzi z treningów około godziny 17, czasem 18. Zje kolację i siada do nauki. Musi odrobić lekcje i zaległości, których jest sporo, kiedy jeździ na zawody - tłumaczy ojciec. Sylwester Słowiok nie ukrywa, że dopinguje syna na zawodach, jeśli tylko uda mu się załatwić wolne w pracy. Choć ogląda skoki syna od kilku lat, nie udziela mu żadnych rad. - Ja mogę narty posmarować - śmieje się tata zawodnika. - W sprawy szkoleniowe nie wtrącam się. Od tego są trenerzy - dodaje.

    Idolem Pawła jest oczywiście Adam. Marzy, żeby skakać kiedyś tak daleko jak on. Wszystko przed nim. Małysz też kiedyś marzył o sukcesach Jensa Weissfloga. I co? Był okres, że to Niemiec z niedowierzania otwierał usta widząc szybującego Polaka. - Trudno powiedzieć, jak zawodnik będzie się rozwijał, jak zmienią się jego warunki fizyczne, gdy dorośnie. Pewne jest jednak, że Paweł to wyjątkowo uzdolniony skoczek i za kilka lat ma szansę wejść do grona najlepszych - uważa Jan Szturc. A on wie co mówi. W końcu to on wychował Małysza.

    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)