Wybierz region

Wybierz miasto

    Chcesz zostać milionerem? Rzuć pracę!

    Autor: Paweł Spodenkiewicz

    2002-10-12, Aktualizacja: 2004-12-18 00:08 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Jeszcze w latach 80. była pielęgniarką w łódzkiej przychodni, obecnie zatrudnia wraz z mężem prawie 6 tysięcy osób. Niewiele o niej wiadomo, gdyż unika rozgłosu.


    Jeszcze w latach 80. była pielęgniarką w łódzkiej przychodni, obecnie zatrudnia wraz z mężem prawie 6 tysięcy osób. Niewiele o niej wiadomo, gdyż unika rozgłosu. O tej najmajętniejszej w Łodzi kobiecie zaczęło być głośno dopiero niedawno, gdy jedno z przedsiębiorstw należących do jej grupy przemysłowej zostało sponsorem Widzewa.

    Gdyby pojawił się nowy Władysław Reymont, chcący opisać tworzenie się przemysłowych fortun, mógłby zająć się losami Zenony i Mariana Kwietniów. To łódzkie małżeństwo zaczynało od ustawionej w garażu ręcznej maszyny dziewiarskiej, a dziś jest właścicielem zakładów chemicznych "Piotrowice" i "Piotrowice II", kaliskich zakładów włókienniczych "Wistil" i "Haft", bielawskich "Bielbaw" i "Bieltex", łódzkiej "Ariadny" i "Gramarku" oraz zakładów ceramicznych "Chodzież", "Lubiana" i "Ćmielów". Posiada też działające pod szyldem "Posejdon" ośrodki wypoczynkowe i sanatoryjne w Kołobrzegu i Dźwirzynie. Niezły wynik, jak na zaledwie 15 lat działalności gospodarczej.

    Ostro do przodu
    - Siłą napędową w naszej rodzinie jest mąż. Ja, jako kobieta, staram się, by rozwój firmy nie odbywał się kosztem rodziny - mówi Zenona Kwiecień. Marian Kwiecień ma opinię człowieka, którego trudno powstrzymać, jeśli do czegoś dąży. Pochodzi ze wsi spod Sandomierza, wykształcił się w Łodzi, na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. Po studiach pracował w wielu miejscach, bo nigdy nie poprzestawał na tym, co ma.

    - Zawsze parł do przodu. Przeprowadzaliśmy się 6 razy, bo ciągle szukał lepszej pracy. Po urodzeniu dziecka nie mogłam być długo na macierzyńskim, bo mówił: "znajdźmy kogoś do dziecka, ty idź do pracy" - opowiada Zenona Kwiecień. Zaczynał jako główny księgowy w Odlewni Żeliwa "Niekłań" w Stąporkowie, potem pracował, już na stanowiskach dyrektorskich, w kaliskim "Wistilu" i w łódzkich zakładach włókienniczych "Marko", "Dresso" i "Feniks". Gdy osiadł w Łodzi, wybudował wspólnie z kuzynami i ojcem własny dom. Budował go 10 lat i w końcu dopiął swego. W domu tym państwo Kwiecień mieszkają do dziś, dopiero niedawno rozpoczęli budowę nowej, obszernej rezydencji. Pani Borowiecka Mimo całej energii Mariana Kwietnia, pierwszy impuls do założenia prywatnego przedsiębiorstwa dała jego żona. W roku 1987 porzuciła bezpieczny, ale mało obiecujący etat w służbie zdrowia i kupiła pierwszą maszynę dziewiarską.

    - Pracowałam w ZOZ Łódź Widzew. Płace zaczynały być już bardzo niskie i postanowiłam odejść. W tygodniu pracowałam, a w sobotę i niedzielę jeździłam do Kalisza na kurs czeladniczy. W Łodzi też był taki kurs, ale tu mnie nie chcieli zapisać, bo nie miałam znajomości. Miałam małe dzieci, ale bardzo pomogła mi mama - wspomina Zenona Kwiecień. Trafiła w dobry moment: jej zakład produkcji swetrów miał mnóstwo zamówień. Stopniowo przybywało maszyn i pracowników, a do garażu trzeba było dobudowywać jedno pomieszczenie po drugim. Fabryczka otrzymała nazwę "Gramark", od imion Grażyna i Marek, używanych przez Kwietniów w domu. Sukces firmy spowodował, że mąż postanowił pójść w ślady żony.

    - Był wtedy dyrektorem "Feniksa". W pewnym momencie stwierdził, że ma już dość użerania się z ludźmi i tamtejszych układów. Odszedł i dołączył do mnie. Wtedy, dzięki jego doświadczeniu, zakład zaczął naprawdę się rozwijać - mówi Zenona Kwiecień. W Łodzi, mieście włókienniczym, podobnych zakładów było wiele. Większość z nich dobrze prosperowało na początku lat 90., ale podupadła wskutek kryzysu rosyjskiego. Firma Zenony Kwiecień przetrwała, choć dziś jest tylko małą częścią całej grupy. Co zadecydowało o tym sukcesie?

    - Nie przejadaliśmy naszego majątku, tylko inwestowaliśmy, staraliśmy się mieć nowoczesne maszyny - odpowiada Zenona Kwiecień.

    - Pani Kwiecień jest otwarta na nowe technologie. A poza tym przychodzi tu przed rozpoczęciem pracy i jest z nami aż do wieczora. A wiadomo, że pańskie oko konia tuczy - mówi inż. Ilona Studzińska, szefowa jednego z działów "Gramarku".

    - Jest uparta i nigdy nie rezygnuje - uważa Krzysztof Karbowski, kierownik zakładu. Sentymenty i pieniądze Punktem zwrotnym w dziejach firmy Kwietniów była podjęta w roku 1993 decyzja o zakupie Zakładu Przetwórstwa Surowców Chemicznych i Mineralnych "Piotrowice".

    - Mąż nie jest człowiekiem tego formatu, by się dusił przy żonie. Chciał być samodzielny. A z Piotrowicami było tak, że mąż pochodzi właśnie z tej wsi. Gdy pojechaliśmy do jego rodziców, usłyszeliśmy, że zakład pada. Wszyscy się martwili, że ludzie stracą pracę. Powiedział: a może my byśmy tu coś zdziałali? Oczywiście przed zakupem sprawdził, czy to będzie mu się opłacało
    - mówi Zenona Kwiecień.

    Za pieniądze zarobione w jednych zakładach kupowano następne. W roku 1997 "Piotrowice" nabyły pobliską fabrykę porcelany "Ćmielów". W tych słynnych zakładach Kwietniowie napotkali największe trudności w swej karierze.

    - W tamtych stronach jest bardzo niska kultura pracy. Kradzież porcelany z zakładu była na porządku dziennym. Gdy wynajęta przez nas firma ochroniarska zrobiła kontrolę, pracownicy masowo wyrzucali porcelanę, którą chcieli wynieść - wspomina Zenona Kwiecień.

    Kupno kaliskiego "Wistilu" było w pewnym sensie powrotem Mariana Kwietnia do czasów młodości - w tych zakładach był niegdyś dyrektorem do spraw ekonomicznych. Kolejnym krokiem był zakup pokrewnego zakładu: Fabryki Firanek i Koronek "Haft" SA. Te dwie spółki kupiły niedawno gigantyczne, ponoć najnowocześniejsze w Europie Zakłady Porcelany Stołowej "Lubiana". To, że "Piotrowice" będą sponsorowały RTS Widzew, też wynika z połączenia sentymentu z chłodną kalkulacją. Zakłady będą reklamować za pośrednictwem Widzewa swoje produkty chemii budowlanej, w zamian klub otrzyma zastrzyk finansowy w wysokości kilkuset tysięcy złotych.

    - Nie ma nic za darmo.
    Myślę jednak, że decydowały też względy uczuciowe, to, że państwo Kwiecień są łodzianami. Przed podpisaniem umowy z Widzewem rozmawialiśmy przecież z wieloma innym klubami - mówi Mariusz Artur Grzesik, dyrektor handlowy "Piotrowic". Z dala od zgiełku Kwietniowie nie lubią tracić czasu w łódzkich czy warszawskich salonach.

    - Uchodzą w naszym środowisku za ludzi tajemniczych. Nie bywają na przyjęciach, nie udzielają się towarzysko - mówi Jerzy Drygalski, prezes Rady Nadzorczej "Uniontexu SA". Marian Kwiecień zazwyczaj podróżuje od jednego zakładu do drugiego, Zenona Kwiecień albo jest w swoim macierzystym zakładzie "Gramark" w Wiączyniu Dolnym, albo uczestniczy w zebraniach rad nadzorczych swoich firm. Jest prezesem dziesięciu takich rad. Nie szastają pieniędzmi na przyjemności, nie kupili jachtu czy willi w Nicei.

    - Nie mamy nawet na to czasu, bo pracujemy - mówi Zenona Kwiecień. Przez pierwsze siedem lat działalności nie wyjeżdżali na urlop. Teraz odpoczywają od czasu do czasu, ale nigdy nie dłużej niż tydzień. Zenona Kwiecień lubi atmosferę domową, jej pasją jest ogród. Właściwie jedynym luksusem w tej rodzinie są basen koło domu oraz dobre samochody, niezbędne, by jeździć po Polsce od zakładu do zakładu. Starą ładę z lat 80. zamienili najpierw na volvo, potem na jaguary. Do wyjazdów w góry mają terenową toyotę. Teraz poważnie myślą o kupnie małego samolotu, gdyż uznali, że przejazdy do fabryk zabierają im za dużo czasu. Przedsiębiorstwo Kwietniów tak się rozrosło, że do zarządzania firmą zostały włączone córki. Obie kobiety były od początku wdrażane do pracy w firmie - jeszcze jako dziewczynki myły szyby w "Gramarku", a w lipcu zawsze pakowały towar, żeby zarobić na wakacje. Potem starsza Elżbieta skończyła, podobnie jak ojciec, ekonomię w Uniwersytecie Łódzkim, a młodsza Iwona organizację i zarządzanie na Politechnice Łódzkiej. Obecnie Elżbieta jest na urlopie wychowawczym, a Iwona wyręcza rodziców jako prezes "Haftu" i "Ariadny". Członkowie rodziny, przez cały tydzień pielgrzymujący od fabryki do fabryki, spotykają się w domu w każdą sobotę.

    - Staramy się zrelaksować, jeździmy na rowerach po okolicy albo po prostu rozmawiamy. Oczywiście, rozmowa bardzo często schodzi na sytuację w firmie, tego się nie da uniknąć - mówi Zenona Kwiecień.


    Sonda

    Czy chcesz utworzenia województwa Środkowopomorskiego?

    • NIE (60%)
    • TAK (28%)
    • NIE OBCHODZI MNIE TO (12%)